Dobre rady wyjadacza 1983

– Ja byłem wtedy nieopierzonym, młodym artystą, startującym w koncercie Debiutów z utworem przywiezionym prosto z festiwalu studenckiego w Krakowie o bardzo długim tytule: „Piosenka zaangażowana związana tematycznie z czymś tam – nie pamiętam – i z nowoczesnym krajoznawstwem – to pamiętam – ze szczególnym uwzględnieniem Zagłębia Turoszowskiego blues” – wspomina Krzysztof Piasecki.

– A Janusz (Rewiński) był już starym wyjadaczem, który zgarniał nagrody z Teyem. Tyle że ja go nie znałem. Byłem oburzony, kiedy podszedł do mnie i kolegi, z którym śpiewałem, i dawał rady: żebyśmy się nie śmiali, jak śpiewamy. Co to za gość i jakim prawem nam radzi! – denerwowałem się w duchu. Po latach mu to wypomniałem.