Tadeusz Woźniak: piosenka i już

– „Zegarmistrz”, to metaforyczny utwór o śmierci, ale z akcentami optymizmu w słowach „będę jasny i gotowy”, bez tragizowania. Sam miałem wtedy 25 lat, daleki byłem od refleksji o końcu życia, ale mimo to udało mi się osiągnąć spontaniczną powagę w wykonaniu. Wiem, że utwór ten lubią i chętnie wykonują młodzi ludzie – mówi Tadeusz Woźniak, który wystąpi w Opolu ze swoim niezapomnianym „Zegarmistrzem światła”.

Czym jest dla Pana festiwal w Opolu z perspektywy półwiecza istnienia?

– Na pewno najważniejszym w historii muzyki festiwalem polskiej piosenki, wielorakim zjawiskiem muzycznym. Dziś bardziej poddanym presji uniformizującej, kiedyś bardzo spontanicznym fenomenem, wyrastającym głównie z kultury studenckiej. W pierwszych latach istnienia była to spontaniczna erupcja tego, co kotłowało się pod naskórkiem ówczesnych oficjalnych organizacji społecznych.

Pana opolski debiut w 1972 roku, wykonanie „Zegarmistrza światła”  do słów Bohdana Chorążuka zrobił furorę. Spodziewał się Pan takiego  sukcesu? Reżyser tamtego festiwalu Janusz Rzeszewski wyreżyserował to niemal jak widowisko, z wyłaniającymi się w tle Alibabkami…

– Tak, zasługa Rzeszewskiego dla wyeksponowania w Opolu tego utworu była duża, ale już wcześniej było wiadomo, że nie przejdzie on bez echa, ponieważ był chętnie i z powodzeniem puszczany w radiu.

Niektórzy utyskiwali, że tekst Chorążuka jest dziwaczny, niezrozumiały…

– Na pewno jest wieloznaczny i otwarty jak poezja, co zawsze jest jej walorem. Nie wiadomo więc czy ten „zegarmistrz” to Bóg, Los czy Przeznaczenie. To metaforyczny utwór o śmierci, ale z akcentami optymizmu w słowach „będę jasny i gotowy”, bez tragizowania. Sam miałem wtedy 25 lat, daleki byłem od refleksji o śmierci, ale mimo to udało mi się osiągnąć spontaniczną powagę w wykonaniu. Wiem, że lubią go i chętnie wykonują młodzi ludzie.

Po tym debiucie zdefiniowano Pana jako reprezentanta piosenki poetyckiej, a także ballady. Identyfikował się Pan z taką kwalifikacją?

– Przez pewien czas po moim debiucie big-bitowym odczuwałem potrzebę takiego szufladkowania, ale od dawna już nie odczuwam. Uważam, że przymiotnik „poetycka” nie jest konieczny. Wystarczy samo słowo „piosenka”. Jeśli śpiewa się tekst wiersza, staje się on zwykłym tekstem piosenki, nawet jeśli to utwór wybitnego poety. Nie każdy wybitny wiersz jest dobry jako tekst do piosenki i odwrotnie, dobry tekst nie zawsze jest dobrym wierszem. Oddzielam poezję od piosenki, bo one są odmiennymi gatunkami. Nie lubię takiego usilnego porządkowania i klasyfikowania zjawisk w kulturze. Piosenka jest dobra albo zła. A co do ballady, to często zdarza się nieporozumienie, polegające na tym, że za balladę uważa się wykonanie jakiegoś utworu przy akompaniamencie gitary, a nie na tym polega ballada. Gatunek ten polega na tym, że śpiewa się utwór, który opowiada jakąś historię, zazwyczaj tajemniczą, z lekka posępną w nastroju. Owszem, mam w repertuarze także ballady, które nagrałem na płytę.

„Zegarmistrz światła”, to piosenka czy pieśń?

– Piosenka popularna, choć adresowana do odbiorców o pewnym właściwym im typie potrzeb emocjonalnych czy estetycznych.

Co Pan wykona tego roku w Opolu?

– Oczywiście „Zegarmistrza”.

Tradycyjnie czy w nowej aranżacji?

– Niech to pozostanie niespodzianką. Jednak z doświadczenia wiem, że publiczność opolska na ogół lubi to, co zna, a nie przepada za zmianami.

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali: Krzysztof Lubczyński i Paweł Pietruszkiewicz